Czwartek, 24 stycznia 2019 r. imieniny: Felicji, Roberta, Sławy Czwartek II tygodnia okresu zwykłego | Wspomnienie obowiązkowe Św. Franciszka Salezego

Slideshow

Slideshow 18 listopada 2017 20:40 wyświetleń: 1577

Katecheci w Ziemi Świętej

 

„Pan sam da wam znak” – katecheci w Ziemi Świętej

 

„Pan sam da wam znak” (Iz 7,14) – to temat wiodący katechetycznych „rekolekcji w drodze”, zorganizowanych przez Wydział Wychowania Katolickiego Kurii  Metropolitalnej w Szczecinie, a poprowadzonych przez ks. dr. Pawła Płaczka, dyrektora Wydziału. Oprócz Ks. Dyrektora, w tych rekolekcjach, przeżywanych w Ziemi Świętej w dniach 8 – 15.11.2017 r., katechetom towarzyszyli: s. Agnieszka Piątkowska fel. – Wizytatorka Diecezjalna, ks. lic. Robert Kaszak, ks. dr Zbigniew Jaworski i p. Magdalena Zarębska – Kulesza, Zachodniopomorski Kurator Oświaty.

Rekolekcje rozpoczęliśmy na Polu Pasterzy -  w miejscu, gdzie Anioł ogłosił pasterzom narodziny Syna Bożego. Czy poczuliśmy się jak pasterze, którzy dostąpili zaszczytu usłyszenia tej wspaniałej Nowiny? W czasie pierwszej mszy św. na tej Świętej Ziemi, ks. Paweł  mówił: ”Jezus rodzi się w żłobie. Żłób – to znak bardzo trudny do odczytania. To symbol grzechu, do którego człowiek ciągle wraca”. Jezus rodzi się w takich warunkach, żeby odnaleźć człowieka w samym środku jego grzechu. - Nie szukajmy Boga tylko w świątyniach, ale starajmy się odnajdować Go w naszych doświadczeniach grzechu – usłyszeliśmy.

Drugi dzień pielgrzymki spędziliśmy w Betlejem. W Bazylice Narodzenia Pańskiego, w Grocie, w której srebrna gwiazda wskazuje uznawane od początku chrześcijaństwa miejsce narodzenia Jezusa, oddaliśmy Mu cześć przez ucałowanie tego skrawka Świętej Ziemi. W kościele św. Katarzyny, czasie mszy św. ks. Robert w homilii nawiązał do żłobu – jako znaku. Mówił o „żłobie serca, żłobie naszej codzienności”. - Jezus przychodzi do nas jako Niemowlę, bo niemowlę prowokuje autentyczność i wyzwala w nas dobro, które odkrywamy i dzielimy się nim z innymi (…) Stańmy w prawdzie ze wszystkimi naszymi niedomaganiami  i znajdźmy w sobie dobro – zachęcał kaznodzieja. W Grocie Mlecznej, gdzie według tradycji Święta Rodzina zatrzymała się podczas ucieczki do Egiptu, zostawiliśmy prośby małżonków modlących się o potomstwo. Następnie „udaliśmy się z pośpiechem w góry” (tak jak Maryja, tyle, że autokarem),  do domu Zachariasza i Elżbiety.

W  Ain Karem, na dziedzińcu zewnętrznym koło kościoła Nawiedzenia,  witają nas tablice ze słowami modlitwy „Magnificat” w 47 językach, także w naszym.  W tym pięknym miejscu prosiliśmy o umiejętność naśladowania Maryi w przedkładaniu spraw drugiego człowieka nad swoje. Trzeci dzień naszych rekolekcji rozpoczęliśmy w Jerozolimie - Drogą Krzyżową. Znamy słowa Ewangelii mówiące o męce i śmierci Pana Jezusa; wiele razy uczestniczyliśmy w nabożeństwie Drogi Krzyżowej, dlatego mogłoby się wydawać, że jesteśmy przygotowani merytorycznie, duchowo i emocjonalnie do przejścia tą Drogą, którą przebył Jezus. Nie jesteśmy, bo do tego nie można się przygotować. Ks. Paweł zachęcał nas, abyśmy wzięli ze sobą intencje swoje i tych, co nas o to prosili oraz swój krzyż, na który nie zawsze się godzimy.

Szliśmy z modlitwą na ustach, a chwilami w milczeniu. Może denerwował nas tłum „kupczących”, usiłujących coś nam sprzedać?  Może mieliśmy pokusę zatrzymać się i coś kupić? Tylko Pan Bóg wie, ile waży krzyż każdego z nas. Ostatnie pięć stacji Drogi Krzyżowej znajduje się w Bazylice Grobu, a właściwie: Bazylice Zmartwychwstania. Całowaliśmy Kamień Namaszczenia, klęczeliśmy w miejscu ukrzyżowania, byliśmy w Grobie Jezusa. Staraliśmy się zachować te obrazy i  przeżycia w swoich sercach, żeby pogłębiać w sobie świadomość, że to wszystko dzieje się teraz, a nie należy tylko do historii. W czasie Eucharystii ks. Paweł postawił pytanie: co łączy Betlejem z Golgotą? Jezus leżał  w kamiennym żłobie, który powinien nam się kojarzyć z ołtarzem, na którym składa On ofiarę z samego siebie, gdyż po to przyszedł na świat. I druga myśl do rozważenia: Jezus wkracza na Golgotę jako Król i Zwycięzca i składa tam ofiarę Ojcu w pełnym akcie wolności. Składa ją za nas. Czy my o tym pamiętamy? Kolejne miejsce, to Bazylika Zaśnięcia NMP, z polskim akcentem: ikoną Matki Bożej Częstochowskiej. Śpiewać w takim miejscu „Czarną Madonnę” - to wielkie przeżycie.

Byliśmy w Wieczerniku, uznanym za pierwszy kościół chrześcijański. To przykre, że w miejscu Ostatniej Wieczerzy nie można dzisiaj odprawiać mszy św. Jakie miejsce jest tego bardziej godne niż to? Dziękujemy Bogu za Eucharystię i kapłaństwo oraz  za to, że jesteśmy w tym świętym miejscu. Na zboczu Wzgórza Syjon położony jest kościół św. Piotra „In Gallicantu” („Przy pianiu koguta”). Na jego szczycie umieszczony jest metalowy kogut –  znak zdrady św. Piotra. Czy ta historia dotyczy tylko Piotra? Czy w tym miejscu potrafimy zadać sobie pytanie: jak wygląda moja odwaga bycia chrześcijaninem? A może jeszcze bardziej konkretnie: ile razy Go zdradziłem? Czy chociaż później zapłakałem? Panie, daj mi łaskę płaczu i powrotu do Ciebie.

Wieczorem stanęliśmy przy Ścianie Płaczu, miejscu dla Żydów najświętszym, do którego przybywają z całego świata. My jesteśmy tutaj trochę z ciekawości, ale też po to, żeby się pomodlić. Przy okazji możemy się czegoś nauczyć od naszych „starszych braci w wierze”: całkowitego oddania się modlitwie. Oni to potrafią, a my?  Czwarty dzień naszych rekolekcji przypadł na 11 listopada -  Święto Niepodległości. W drodze na Górę Oliwną, z dumą śpiewaliśmy w autokarze pieśni patriotyczne i modliliśmy się w intencji Ojczyzny. Na Górze Oliwnej Jezus nauczał swoich uczniów, a patrząc stąd na Jerozolimę, przepowiedział jej zniszczenie. Stoimy tutaj i zastanawiamy się, czy potrafimy odczytywać Boże znaki. Jakim znakiem jest dla nas Skała w Bazylice Konania, którą według tradycji Jezus zrasza krwawym potem? A może wydaje nam się, że wiemy, co On przeżywa, bo nas też ktoś zdradził czy opuścił? Ale my nie dźwigamy na swoich barkach grzechów całego świata… Czy Jego lęk, osamotnienie i krwawy pot, to nie jest też moja wina?  Ktokolwiek nauczył nas modlitwy „Ojcze nasz”, był tylko przekazicielem słów Jezusa. Jesteśmy tutaj, gdzie uczy On uczy nas jak rozmawiać z Ojcem. Dzisiaj, 11 listopada stoimy przed tablicą z tekstem tej modlitwy, ufundowaną przez żołnierzy  8. Brygady Strzelców Karpackich. To przypadek? „Pan sam da wam znak…” Kolejne miejsce, znane nam z kart Ewangelii, to Ogród Oliwny, w którym Jezus często przebywał i w którym został pojmany. Patrząc na drzewa oliwne,  dziękujemy Mu, że uczy nas mówić: „bądź wola Twoja”. Tego dnia Eucharystia  sprawowana jest w Betanii, miejscu często nawiedzanym przez Jezusa, bo tu mieszkają Jego przyjaciele: Łazarz, Marta i Maria. Tutaj polecamy Bogu naszych przyjaciół.

Homilia wygłoszona przez ks. Zbigniewa miała dwa wątki: biblijny i patriotyczny. Pierwszy nawiązywał do postawy sióstr Łazarza, a drugi dotyczył miłości Ojczyzny. Ks. Komandor, łącząc te dwa wątki, podsumował: „ Musimy znaleźć czas dla Boga i dla siebie, abyśmy mogli godnie żyć i pracować dla naszej umiłowanej Ojczyzny, dla Kościoła i dla zbawienia siebie i całego świata”. Po mszy św. odwiedziliśmy Grób Łazarza, a następnie przez Jerycho udaliśmy się do miejsca chrztu Jezusa w rzece Jordan. Tam odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne i dziękowaliśmy za swój chrzest. Ten dzień zakończyliśmy krótkim wypoczynkiem nad Morzem Martwym (niektórzy też kąpielą w morzu). W niedzielę 12.11 opuściliśmy Betlejem i udaliśmy się w kierunku Galilei. W miejscowości Jaffa, uważanej za najstarszy port na świecie odwiedziliśmy kościół św. Piotra, przeszliśmy uliczkami starego miasta do domu Szymona Garbarza i zamoczyliśmy  stopy w morzu. Kolejny przystanek na naszym pielgrzymim szlaku, to Kana Galilejska. W naszej grupie było osiem par małżeńskich, które w tym szczególnym miejscu, w czasie mszy św. odnowiły śluby małżeńskie. Odnowienia ślubów dokonały też siostry zakonne: s. Agnieszka i s. Marzena, jako oblubienice Chrystusa. Były to wzruszające chwile dla całej grupy, ponieważ czuliśmy się jak świadkowie na ślubie, a nasza radość była dziesięciokrotna. Było też słowo rekolekcjonisty: - W tym miejscu Maryja powiedziała: „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Wyjdźcie stąd z tym słowem- zachęcał ks. Paweł.

Po opuszczeniu Kany Gal. udaliśmy się do Nazaretu, do Bazyliki Zwiastowania, gdzie rozważaliśmy prawdę zapisaną na ołtarzu  w Grocie Zwiastowania: „Tutaj Słowo stało się Ciałem”. Trudno uwierzyć, że jesteśmy właśnie tutaj. Piąty dzień naszej pielgrzymki obfitował w niezwykłe przeżycia. „Góra Tabor” – to brzmi tak  wzniośle. To na niej dokonało się coś, co przekracza ludzkie wyobrażenia: „Tam przemienił się wobec nich”(Mk 9,2). Nas też Jezus zaprosił na tę Górę. Jak powinniśmy odczytać ten znak? Jacy z niej wrócimy? Czy w naszym życiu coś się zmieni? Msza św. przeżywana w tak wspaniałej scenerii, w kościele z niezwykłymi mozaikami, że aż chce się powtórzyć za Piotrem: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy”. Ks. Paweł w kolejnej nauce uświadamiał nam, że doświadczenie Góry Tabor przygotowało Jezusa na Golgotę. Bycie „Synem umiłowanym” dało Mu siłę, której potrzebował na innej górze -  tej z krzyżem. Nauka dla nas: Bóg często daje nam słowo „na zapas”. Musimy uczyć się od Maryi, która jest mistrzynią w zachowywaniu, rozważaniu i realizowaniu Bożego Słowa. I przesłanie dla katechetów: „Przepowiadajmy Słowo Boże zawsze w czasie teraźniejszym: Jezus się rodzi, Jezus umiera, Jezus się przemienia…

W tym miejscu uczmy się tego „słowa na zapas”, tej teraźniejszości przepowiadania i tej fascynacji Obliczem Jezusa”. W tej bazylice zawsze są tłumy ludzi, a my nagle zostaliśmy sami, żeby móc przeżywać mszę św. w skupieniu. Bóg dał nam tę łaskę, żebyśmy poczuli się wybrani. Mamy swoje doświadczenie Góry Tabor. Jak je wykorzystamy? Po mszy św. pojechaliśmy do Hajfy, podziwiać piękne Ogrody Bahajskie, a potem na Górę Karmel. Tam,  w  sanktuarium Stella Maris , w Grocie Eliasza kilka osób z naszej grupy przyjęło szkaplerz karmelitański.  Wtorek 14.11 to ostatni dzień naszego pobytu w Ziemi Świętej, a więc też ostatni dzień rekolekcji. Pożegnaliśmy Tyberiadę i pojechaliśmy na Górę Błogosławieństw, na szczycie której stoi, zbudowany na planie ośmiokąta kościół, upamiętniający Kazanie na Górze. W otoczeniu pięknej roślinności uczestniczyliśmy we mszy św. Rekolekcjonista rozpoczął homilię słowami: „na końcu naszego pielgrzymowania Bóg daje nam znak -  mgłę. Chce, żebyśmy Go szukali w tej mgle, czyli daje nam doświadczenie Piotra”. Jezus dzisiaj zadaje nam pytanie: „Czy mnie miłujesz?” Patrzymy w kierunku Jeziora Galilejskiego, ale z powodu mgły nie widzimy go. Chcemy spotkać Boga, ale być może jakaś „mgła” Go nam zasłania.

Po mszy św. jedziemy do Kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb w Tabgha, czyli tam, gdzie według tradycji Jezus po raz pierwszy nakarmił tłumy. Potem modlimy się w kościele Prymatu św. Piotra, przy skale  „Mensa Christi”, zwanej „Stołem Pana”, gdyż uważana jest za „stół”, na którym Jezus spożywał ze swoimi uczniami posiłek. To tutaj ukazuje się On po raz trzeci, tutaj daje Piotrowi władzę papieską.  W czasie mszy św. zastanawialiśmy się nad odpowiedzią na pytanie: ”Czy mnie miłujesz?" Stoimy na brzegu jeziora i widzimy, że mgła ustępuje. „Pan sam da wam znak…” Czy już jestem gotowy odpowiedzieć: „Ty wiesz, że Cię kocham”? Ostatnie miasto, które odwiedziliśmy, to Kafarnaum, nazywane „miastem Jezusa”. Tutaj powołuje On pierwszych uczniów, uzdrawia, wypędza złe duchy, naucza. Modlimy się w kościele św. Piotra, który jest zbudowany nad domem świętego. Ostatnim akcentem naszej pielgrzymki jest rejs po Jeziorze Galilejskim. Płynąc łodzią, słuchamy słów Ewangelii. „Dlaczego zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?” – pyta mnie Jezus. Pogoda się poprawiła, słońce przegląda się w wodzie. „Pan sam da wam znak…”

Jadąc na lotnisko, dziękujemy Bogu i ludziom za wspaniałe rekolekcje. Wspaniałe – dzięki organizatorom, kaznodziejom i wszystkim, bez wyjątku, uczestnikom. Szczególnie dziękujemy pani Danusi – przewodniczce, która zachwyciła nas nie tylko swoją wiedzą, ale też zaangażowaniem, empatią, chęcią niesienia pomocy. Nie spodziewaliśmy się przewodnika, który by tak bardzo pomagał księżom w głoszeniu Słowa Bożego, a nam – w jego przeżywaniu. Samolot już dawno wylądował na polskiej ziemi, a my dotarliśmy do swoich domów, wróciliśmy do naszych bliskich i do codziennych obowiązków. Oglądamy zdjęcia i opowiadamy o tym, co widzieliśmy i czego doświadczyliśmy. Używamy czasu przeszłego? Przecież to nie minęło, to się nadal dzieje, nasza podróż się nie skończyła. Betlejem, Nazaret, Jerozolima, Warszawa, Poznań, Szczecin – to miejsca, w których codziennie spotykamy Jezusa, a On daje nam znaki.

 

Iwona Łosiewicz

 

aktualizowano: 2017-12-06 15:06
Wszystkich rekordów:

Polecane:

Misje są sprawą całego Ludu Bożego – nadal pomagamy kenijskim przyjaciołom

Gdybyśmy pojechali do kenijskiej miejscowości Kipsing i spotkali się z wiernymi parafii św. Pawła Apostoła, na pewno do głowy by nam nie przyszło, żeby narzekać na warunki w swojej parafii. W Kipsing, wokół ołtarza spotykają się ludzie, którzy musieli wstać w środku nocy, żeby przebywając nieraz kilkanaście kilometrów, dotrzeć na Mszę Świętą (nie idą asfaltową drogą, tylko pustynnymi „drogami”, na których mogą spotkać dzikie zwierzęta). Ich kościół parafialny nie przypomina naszych świątyń, ani wyglądem, ani wyposażeniem. Nie ma wygodnych ławek, zamiast posadzki jest wyschnięta czerwona ziemia, a w prezbiterium w dwóch metalowych, niewielkich szafach mieszczą się wszystkie szaty i naczynia liturgiczne. Wszystko co mają, dostali od chrześcijan z innych krajów, przejmujących się nauką Pana Jezusa, którą przypominają w swoich encyklikach i adhortacjach kolejni papieże.

Wierni w Kipsing cieszą się, że mają księdza, który jest z nimi na co dzień, udzielając im sakramentów i troszcząc się o nich, a także z odwiedzin przyjaciół, m.in. ze Szczecina, którzy razem z nimi się modlą, ale też przywożą konkretne dary. Co ciekawe, oni zawsze dziękują najpierw za przyjazd i obecność, a potem za rzeczy materialne. Niezmiennie obiecują modlitwę za przyjaciół z Polski, zarówno tych, którzy ich odwiedzają jak i tych, którzy modlą się za misje oraz przekazują im dary. Siostry felicjanki potwierdzają, że ta modlitwa jest obecna w codziennym życiu uczniów szkoły w Kipsing. Czy zdajemy sobie sprawę, co to znaczy mieć takie „modlitewne zaplecze”? To dużo więcej niż my im dajemy. Katecheci naszej archidiecezji pamiętają, że „Kościół pielgrzymujący jest misyjny ze swej natury” (Dekret Soboru Wat. II Ad Gentes) oraz wiedzą, że: „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu”(Dz 20,35), dlatego z takim entuzjazmem włączają się w akcje misyjne, mające na celu pomoc potrzebującym w dalekiej Kenii.

W lutym 2017 r. grupa katechetów z ks. dr. Pawłem Płaczkiem, dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, udała się do Kenii, aby przyjrzeć się z bliska pracy sióstr felicjanek oraz spotkać się z dziećmi i młodzieżą, którym siostry na co dzień służą. Spotkania odbywały się w szkołach, przedszkolach, a także w „buszu”, w rejonie miejscowości Kipsing, czyli tam, gdzie żyje plemię Samburu. Zostawiliśmy tam dary od wiernych naszej archidiecezji: zakupioną na miejscu kukurydzę, materace do internatu, przybory szkolne, zabawki, środki medyczne, pieniądze. Można powiedzieć, że zostawiliśmy tam też nasze serca, czyli po prostu zakochaliśmy się w tym zakątku Czarnego Lądu.

Po powrocie z Kenii każdy uczestnik tej wyprawy mówił w swoim środowisku (w szkole, w rodzinie, w parafii, wśród znajomych) o problemach kenijskich uczniów oraz ich rodzin. Wydział Wychowania Katolickiego zorganizował warsztaty metodyczne dla katechetów pod hasłem: „Idźcie i głoście”, prowadzone przez uczestników wyjazdu. W zachodniopomorskich szkołach odbywały się lekcje według scenariuszy misyjnych, w czasie których uczniowie oglądali filmy, prezentacje i zdjęcia, które ilustrowały opowiadania katechetów. W parafiach organizowane były wystawy, w mediach pojawiły się wywiady i artykuły na temat wyjazdu do Kenii. Najważniejszą sprawą było propagowanie wiedzy na temat programu „Adopcja ucznia”, który daje kenijskim dzieciom możliwość ukończenia szkoły (to tylko 100 dolarów rocznie). Zachęcaliśmy do adopcji (również własnym przykładem) nie tylko w szkołach, ale dosłownie wszędzie, gdzie tylko chciano nas słuchać.

W czerwcu 2017 r. naszą archidiecezję odwiedziły trzy kenijskie siostry felicjanki, które poznaliśmy w ich kraju. W październiku tego samego roku naszym gościem był ks. Jeremy Kabuga, proboszcz parafii św. Pawła Apostoła w Kipsing, który odwiedził 64 zachodniopomorskie szkoły oraz wiele parafii, opowiadając o życiu i problemach swoich parafian. Zarówno siostry, jak i ks. Jeremy zawieźli do swojego kraju konkretne dary od naszych diecezjan, przeznaczone na pomoc mieszkańcom Kipsing. W grudniu 2017 r. Wydział Wychowania Katolickiego ogłosił akcję „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”, która miała na celu zebranie 600 piórników z pełnym wyposażeniem, przeznaczonych dla uczniów szkoły podstawowej w Kipsing. W szkołach naszej archidiecezji (a także poza nią) zebrano dziesięć razy więcej piórników niż planowano, dlatego zostały one nie tylko zawiezione do Kenii, ale też przekazane misjonarzom pracującym w innych krajach misyjnych.

31 stycznia 2018 r. grupa księży i świeckich (9 osób) udała się do Kenii, aby odwiedzić szkołę w Kipsing i w imieniu ludzi dobrej woli z naszej archidiecezji (i nie tylko) wręczyć piórnik i słodycze każdemu uczniowi. Oprócz piórnika i słodyczy, społeczność szkolna otrzymała też kukurydzę i fasolę, czyli codzienne pożywienie, które miało wystarczyć na trzy miesiące. Siostrom felicjankom przekazano zebrane pieniądze, przeznaczone głównie na program „Adopcja ucznia” oraz na funkcjonowanie przedszkola św. Feliksa w Kipsing (m.in. pensja dla nauczycielki, jedzenie dla dzieci). Przedszkolaki otrzymały zabawki, kredki, koszulki i słodycze. Członkowie tej wyprawy: Mieczysław Szewłoga, operator TVP Szczecin oraz Tomasz Duklanowski, redaktor Radio Szczecin, przygotowali film dokumentujący przebieg wyprawy do Kenii, który służy katechetom jako materiał pomocniczy w prowadzeniu lekcji o tematyce misyjnej. Jednym z owoców tej wyprawy było sfinansowanie, głównie przez wiernych parafii św. Krzysztofa w Szczecinie, pompy wodnej dla Kipsing i przeszkolenie miejscowego „mechanika”, który będzie tę pompę obsługiwał. Kolejny, to zakup 40 ławek dla tamtejszej szkoły.

Cały czas rośnie liczba „adoptowanych” uczniów (w Kipsing, Embu, Matiri jest ich już ponad 300) i to jest ten najwspanialszy owoc dwóch wyjazdów naszych przedstawicieli do Kenii. W październiku 2018 r. naszym gościem była s. Casty Kanyaki, która posługuje w katolickiej misji w Kipsing. Podczas dwóch wizyt w tej miejscowości mieliśmy okazję podziwiać jej całkowite poświęcenie się najuboższym, a szczególnie dzieciom. W czasie pobytu na naszej ziemi, s. Casty w szkołach i parafiach przybliżała życie Kościoła misyjnego w Kenii, a także dziękowała wszystkim, którzy świadczą wszelkiego rodzaju pomoc wiernym tego Kościoła. Dziękowała za dary, które tak wiele znaczą dla kenijskich dzieci, gdyż dzięki pomocy polskich przyjaciół mogą się one uczyć i mogą zaspokoić swoje podstawowe życiowe potrzeby. Zapewniała, że uczniowie i nauczyciele szkoły w Kipsing codziennie modlą się za swoich polskich dobrodziejów, nazywając ich przyjaciółmi.

Obecnie przygotowywany jest przez Wydział Wychowania Katolickiego trzeci wyjazd do Kenii. S. Agnieszka Piątkowska fel., wizytatorka diecezjalna i grupa katechetów udadzą się tam 29 stycznia br., aby pogłębiać relacje z tymi, których my wspieramy materialnie, a oni nas duchowo, przede wszystkim swoją codzienną modlitwą. Nasi katecheci wezmą udział w odsłonięciu pamiątkowej tablicy na budynku szkoły w Kipsing. Przekażą też zebrane w naszej archidiecezji pieniądze przeznaczone na stypendia dla uczniów oraz inne potrzeby społeczności Kipsing. Spotkają się z siostrami felicjankami posługującymi w Kenii oraz z ich podopiecznymi. Podziękują dzieciom za życzenia świąteczne i listy, które piszą do swoich darczyńców, a przede wszystkim za modlitwę w naszej intencji. Ta trzecia z kolei wyprawa do Kenii na pewno pogłębi więzi łączące naszą archidiecezję z mieszkańcami Kipsing.

A co możemy zrobić my, którzy nie polecimy do Kenii? Powinniśmy przejąć się słowami św. Jana Pawła II, który w encyklice Redemptoris Missio pisze: „Misje są sprawą całego Ludu Bożego(…); w różnych swoich formach są zadaniem wszystkich wiernych”(VI, 71), a dalej przypomina: „Wszyscy chrześcijanie, członkowie Kościoła, na mocy Chrztu świętego są współodpowiedzialni za działalność misyjną” (VII,77). Zapoznajmy się z tą encykliką, a znajdziemy w niej konkretne wskazówki, w jaki sposób możemy realizować swoje misyjne zadania. Na początek: wspierajmy codzienną modlitwą naszych przedstawicieli udających się do Kenii. Życzymy im szczęśliwej podróży, pięknych spotkań z siostrami felicjankami oraz naszymi siostrami i braćmi Kenijczykami i zapewniamy o modlitewnej pamięci

Wracajcie zdrowi i ubogaceni doświadczeniem Kościoła misyjnego. Do zobaczenia po Waszym powrocie na szczecińską ziemię.


Iwona Łosiewicz

Msze św., kościoły

Społeczność

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

Kuria Metropolitalna Szczecińsko-Kamieńska

ul. Papieża Pawła VI nr 4 71-459 Szczecin, tel. +48/91-45-42-292, fax +48/91-45-36-908 2015 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone / Polityka prywatności